Wiadomości

Gromkie brawa zgotowali Małgorzacie Oliwce parafianie z Ustronia, kiedy biskup Roman Pindel wręczył jej medal  "Pro Ecclesia et Pontifice" ("Dla Kościoła i Papieża").

Pani Małgorzata Oliwka już ponad 50 lat pracuje jako kancelistka w ustrońskiej parafii św. Klemensa. Pomaga także w prowadzeniu księgowości parafii w Ustroniu-Polanie oraz innym organizacjom i stowarzyszeniom.

Prywatnie jest matką trojga dorosłych dzieci i babcią. Jej mąż Emil pracuje jako kościelny.

Medal wręczył pani Małgorzacie biskup Roman Pindel 13 czerwca, podczas wieczornej Eucharysti w kościele św. Klemensa w Ustroniu, sprawowanej w intencji proboszcza ks. Antoniego Sapoty z okazji imienin.

Medal, to krzyż zasługi dla osób świeckich zaangażowanych w pracę na rzecz Kościoła. Inspiracją przyznania takiego wyróżnienia pani Oliwce była wysoka ocena ustrońskiej kancelarii parafialnej podczas niedawno przeprowadzonej przez bpa Romana wizytacji.

Po uroczystym wręczeniu tego medalu pani Małgosia otrzymała gromkie brawa od wszystkich zgromadzonych w kościele.

Krzyż "Pro Ecclesia et Pontifice" jest jednym jeden z najwyższych odznaczeń Kościoła katolickiego, jakie może otrzymać osoba świecka. Odznaczenie to zostało ustanowione przez papieża Leona XIII w 1888 r. i przyznawane jest przez papieża na wniosek biskupa diecezjalnego w dowód uznania dla postawy moralnej i zaangażowania w pracę na rzecz dobra wspólnego.

bielsko.gosc.pl

Bronisław Mydlarz otrzymał papieskie odznaczenie "Pro Ecclesia et Pontifice"!
– Żaden z kapłanów w tym kościele nie asystował przy tylu chrztach, ślubach, pogrzebach – mówił w Inwałdzie ks. dziekan Stanisław Czernik wręczając kościelnemu panu Bronisławowi Mydlarzowi papieski medal "Pro Ecclesia et Pontifice".

Pęk wielkich kluczy - to nieodłączny atrybut pana Bronisława Mydlarza. Kiedy już ostatnie parafianki wyjdą po porannej Mszy św., tuż przed ósmą, raźno maszeruje do przeszklonych drzwi kościoła. Przekręca jeden klucz - zamknięte. Głównych drzwi - które przed Mszą otwiera się od środka - rano nie zamyka. Potem trzeba pogasić światła i włączyć alarm. Dopiero wtedy pozamykać wszystkie drzwi od zakrystii i - na śniadanie do domu: 1,5 km spokojnego marszu.
 
4 proboszczów i 20 wikarych!
 
Bronisław Mydlarz z wielkim oddaniem służy parafii Narodzenia NMP w Inwałdzie od pół wieku. Urodził się 75 lat temu - dokładnie 1 września, w dniu wspomnienia św. Bronisławy. Jest jej wielkim czcicielem, bo to jego ulubiona święta.
 
Kościelnym został w wieku 25 lat. W czasie jego służby w parafii zmieniło się 4 proboszczów i 20 wikarych! W dowód wdzięczności i uznania dla jego wzorowej postawy, został odznaczony najwyższym papieskim medalem dla świeckich: "Pro Ecclesia et Pontifice". Medal wręczył mu w kościele parafialnym dziekan andrychowski ks. prałat Stanisław Czernik.
 
Pół wieku temu
 
Pan Bronisław jest związany z inwałdzką parafią od pokoleń. W tutejszym kościele został ochrzczony w 1941, a dziesięć lat później przyjął Pierwszą Komunię Świętą.
 
- Byłem ministrantem od trzeciej klasy podstawówki, Wszystkiego dla tej służby uczyłem się od pana kościelnego Konstantego Świątka. Kiedy byłem starszy, nieraz go już zastępowałem - opowiada. - Miałem jakieś 20 lat, kiedy pan kościelny zmarł i ks. proboszcz Jan Pania chciał, żebym to ja go zastąpił. Nie czułem się na siłach, żeby temu podołać. Kościelnym został syn zmarłego pana kościelnego. Ale po jakichś pięciu latach pochorował się i znowu zaproponowano mi tę funkcję.
 
Jak tłumaczy: - Nie chciałem się zgodzić, bo miałem starszych już rodziców, a przy domu gospodarstwo i osiem hektarów pola. Nie wszystko było zmechanizowane, większość prac trzeba było wykonywać ręcznie. A bycie kościelnym to są obowiązki. Z tym, że wówczas nie było tyle nabożeństw co teraz. Msza św. rano i cały dzień wolny…
 
W końcu - zgodził się. Swoją posługę zaczął dokładnie 16 czerwca 1966 roku.
 
Pobudka o 4.30
 
Pan Bronisław wstawał o 4.30. Od razu - praca w gospodarstwie w oborze, przy krowach i szybko do kościoła. Mieszka jakieś 1,5 km od niego. Niezależnie od pogody, przez cały rok - dzień w dzień pieszo pokonuje tę trasę od dziecka.
 
- O 6.30 była Msza św., więc o 6.00 trzeba już było dzwonić. Potem druga Msza św. o 7.00. Wieczorem Mszy św. nie było. Z czasem zaczęto wprowadzać nowe nabożeństwa: nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, pierwsze czwartki, piątki, soboty; czasem wypadł pogrzeb - wtedy też trzeba było tu być.
 
Mówi, że to poranne wstawanie o 4.30 zostało mu do dziś. - Chodzę spać koło 21.00 - 21.30. Choć raz zaspałem! Po weselu bratanicy. Miałem może 30, może 40 lat. A były to dni krzyżowe… Na Mszę św. zdążyłem, ale kościół otworzył i dzwony uruchomił ksiądz proboszcz. Był to człowiek dość surowy, ale wyrozumiały, więc obyło się bez kłopotów - uśmiecha się Bronisław Mydlarz.
 
Jedynymi dniami, kiedy go nie ma w kościele, jest czas pieszej pielgrzymki andrychowskiej na Jasną Górę. Pan Bronisław pieszo pielgrzymował tam 23 razy. Wielokrotnie szedł na jej czele niosąc emblemat pielgrzymki. Kiedy pielgrzymuje, w kościele zastępuje go starszy syn Grzegorz.
 
Przeleciało te 50 lat...
 
Z żoną Janiną, Bronisław Mydlarz wychował czworo dzieci. - Pobraliśmy się 16 kwietnia 1969 roku. Jak Bóg da, za trzy lata będzie 50 lat… Już byłem kościelnym, więc moja żona wiedziała na co się pisze - uśmiecha się. - Bardzo mi pomogła. Rano, kiedy ja śpieszyłem się do kościoła, to ona zajmowała się gospodarstwem.
 
- Żeby być kościelnym, na pewno trzeba mieć powołanie, trzeba się temu oddać - przyznaje - A powiem, że jako młody człowiek chciałem zostać zakonnikiem. Nie ojcem, ale bratem zakonnym u bernardynów w Krakowie. Tyle, że rodzice nie chcieli się zgodzić.
 
Ze wzruszeniem wspomina ostatnie pół wieku. - Przeleciało te 50 lat... To, że sobie tu od początku radziłem, zawdzięczam panu Świątkowi. Obcykany był w tej służbie, w liturgii. Czasem ksiądz czegoś nie wiedział, ale pan Konstanty zawsze był w stanie mu pomóc i podpowiadał. Dziś chłopcy nie garną się do tego, żeby się uczyć takiej posługi. To już inne pokolenie. Zdarza się, że trzeba za nich służyć, bo nie przyjdą.
 
Teraz pan Bronisław przychodzi do kościoła nieco później - poranna Msza św. jest o 7.00, więc kościół otwiera o 6.30, a wieczorem - o 17.30. Wraca do domu i dopiero tam je śniadanie, a w niedzielę - na plebanii.
 
Po Mszy św. nigdy nie zamyka drzwi kościoła od razu. - Wiem, że są parafianki, które lubią się jeszcze trochę dłużej pomodlić, to im nie przeszkadzam. A kiedy słyszą, że zaczynam gasić światła, wiedzą, żeby powoli kończyć.
 
Spotykamy się właśnie po porannej Mszy, więc pan Mydlarz szepcze: - To damy im jeszcze trochę czasu - i pokazuje swoje królestwo w zakrystii. - Tu w wielkich szufladach są obrusy, stuły, alby, tu moje komeżki; tu rzeczy do prania, po które przychodzi jedna pani. A ornaty są na górze - oprowadza, opowiadając z zaangażowaniem.
 
Niespodzianka
 
– Żaden z kapłanów w tym kościele nie asystował przy tylu chrztach, ślubach, pogrzebach, nabożeństwach i tak wielu uroczystościach religijnych i społecznych – mówił ks. Czernik wręczając panu Bronisławowi medal, a jednocześnie dziękując mu za wzorową postawę męża i ojca, który potrafił pogodzić obowiązki stanu z prawdziwym oddaniem wspólnocie Kościoła.
 
- Medal był dla mnie ogromną niespodzianką. Prawie do końca udało się wszystkim utrzymać to w tajemnicy - uśmiecha się pan Bronisław. - Po wręczeniu medalu proszono mnie, żebym go przypinał sobie do marynarki. Założyłem ze dwa razy. To ogromne wyróżnienie, ale może lepiej, żeby medal był w domu, w dobrym miejscu, w kredensie.
 
Jak mówi, myślał, żeby po swoim jubileuszu zakończyć posługę. - Chciałem zrezygnować. Nie wiem też czy ksiądz proboszcz i jego następca jeszcze będą chcieli, żebym pracował. Pan Bóg mi daje zdrowie. Przez całe życie nigdy poważnie nie chorowałem. Czasem jakieś przeziębienie się zdarzyło. Póki sił starczy, pomogę więc jeszcze, ile się da.
 
bielsko.gosc.pl

Relikwie św. Maksymiliana trafiły do hostelu młodzieżowego prowadzonego przez fundację "Nadzieja" w Bielsku-Białej Hałcnowie. Wprowadził je bp Roman Pindel podczas Mszy św. na 25-lecie fundacji.

- Myślałem, kto mógłby być naszym szczególnym patronem w młodzieżowym hostelu Królowej Pokoju, który fundacja prowadzi w Hałcnowie. Mieszka tam młodzież po zakończeniu terapii w ośrodku. Jestem zafascynowany Harmężami i tym, co robią tam ojcowie franciszkanie, współbracia św. Maksymiliana - opowiada Paweł Kurz, dziś katecheta w Katolickim Ośrodku Wychowania i Terapii Młodzieży „Nadzieja” w Bielsku-Białej, a niegdyś… jego podopieczny.
 
- Na dodatek trafiłem na zdjęcie ojca Maksymiliana stojącego przy rowerze. A w hostelu rowery są pasją prawie wszystkich. Pomyślałem, że dobrze by było sprowadzić do nas relikwie Ojca Maksymiliana, patrona ruchu trzeźwościowego w Polsce. Ale przecież po Świętym, który zginął w Auschwitz fizycznie nic nie zostało. Chyba, że relikwie II stopnia. I wtedy ojcowie franciszkanie dali mi znać, że w Niepokalanowie są włosy z jego brody. Pozostało się dobrze przygotować duchowo do dnia przybycia relikwii… - opowiada Paweł Kurz.
 
Jak dodaje, ta nowa relacja ze Świętym skłoniła terapeutów do zaproponowania młodym podopiecznym włączenia się w Krucjatę Wyzwolenia Człowieka.
 
- Od września zaproponujemy wszystkim, którzy zakończą terapię podpisanie półrocznej deklaracji abstynencji. Wiemy, że to wyzwanie dla nich, ale też wzmocnienie… - dodaje P. Kurz.
 
Podczas Mszy św. sprawowanej w kaplicy rozbudowywanego ośrodka w Komorowicach z okazji 25-lecia Fundacji Zapobiegania i Resocjalizacji Uzależnień "Nadzieja", bp Roman Pindel uroczyście wprowadził relikwie św. Maksymiliana.
 
Razem z biskupem Msze św. koncelebrowali zaprzyjaźnieni z "Nadzieją" księża i księża-terapeuci, z ks. Józefem Walusiakiem, współzałożycielem fundacji i ośrodka na czele.
 
Nie zabrakło przedstawicieli władz samorządowych, terapeutów, pracowników ośrodka i oczywiście 34 młodych podopiecznych, którzy obecnie przebywają w ośrodku na terapii.
 
- Trzydzieści lat temu, razem z przyjaciółmi z różnych wspólnot, którzy również dzisiaj są tutaj obecni, szukaliśmy domu, który by mógł być prawdziwym domem dla młodych ludzi, chcących podjąć terapię uzależnień, terapię odwykową - walkę o swoje życie - wspominał ks. Walusiak. - Było wiele propozycji w rejonie Żywca, Suchej i Krakowa. I wreszcie ktoś nam wskazał to miejsce, w Komorowicach na ulicy Barkowskiej.
 
25 lat temu w marcu, przyszliśmy tutaj, oglądając opuszczony dom, popadający w ruinę. Zaletą było jego położenie: za miastem, a jednak niedaleko centrum. Z Bożą pomocą powstał tu pierwszy w Polsce, katolicki ośrodek "Nadzieja" dla nieletnich.
 
Jak podkreślał ks. Walusiak: - Dziękujemy dzisiaj Bogu za te ponad 3 tys. młodych ludzi, które tu otrzymały wsparcie, za ich krewnych, bliskich, których tu spotykaliśmy. Jedni ukończyli terapię, inni przebywali tu zaledwie kilka dni, ale każdy brał z sobą pomoc i wsparcie tego domu i zasad chrześcijańskich - choć dom jest otwarty dla wszystkich, niezależnie od światopoglądu.
 
Dziękując wszystkim gościom za życzliwość, kierownik ośrodka Adam Kasprzyk przypomniał zaangażowanie twórców fundacji sprzed ćwierć wieku: ks. Walusiaka, ale i ks. prof. Czesława Cekiery i dobrodziejki domu - Heleny Grodzkiej.
 
Dziś fundacja prowadzi ośrodek terapii, dwa hostele - jeden dla młodzieży, drugi dla kobiet będących w trudnej sytuacji życiowej, punkt konsultacyjny dla osób z problemem uzależnienia i Katolicki Telefon Zaufania.
 
W planach jest utworzenie poradni dla osób uzależnionych, której będzie patronował św. Maksymilian.
 
bielsko,gosc.pl

Dzień Ojca z dziećmi - u Mężczyzn św. Józefa w Kętach na Osiedlu: najpierw dzieci przygotowały dla swoich tatusiów pełen humoru program artystyczny, a później ojcowie ze wspólnoty Mężczyzn św. Józefa zaprosili wszystkich na film i spotkanie przy kawie.

To już coroczna tradycja - tuż przed rozdaniem świadectw dzieci z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Kętach, razem ze swoimi nauczycielami i gimnazjalistami, przygotowują specjalny wieczór dla wszystkich ojców. Tatusiowie najpierw spotykają się na Mszy św. w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa na osiedlu, później podziwiają aktorskie popisy swoich pociech, a na zakończenie przechodzą do parafialnej auli Świętej Rodziny, gdzie czeka na wszystkich gościna przygotowana przez wspólnotę Mężczyzn św. Józefa.
 
W czasie Mszy św. ks. Tomasz Hahn mówił mężczyznom, że prawdziwy ojciec to... "trzy w jednym": towarzysz, mistrz i król, który żyjąc na co dzień wartościami chrześcijańskimi, swoich najbliższych prowadzi do prawdziwego przymierza z Bogiem. Ks. Hahn życzył ojcom rodzin, jak i księżom - ojcom duchowym, by ojcostwo traktowali nie jako obowiązek, ale misję. Wtedy każdy z nich będzie "drzewem żyjącym nad płynącą wodą", drzewem, które wydaje dobre owoce.
 
Po liturgii maluchy z wielkim zaangażowaniem recytowały wierszyki i śpiewały piosenki, którymi opowiadały, jak niezwykłymi ludźmi w zwyczajnym świecie są ich tatusiowie. Aż mury kościoła drżały, kiedy dzieci śpiewały: "Tata jest potrzebny, żeby przybić gwóźdź/ Tata jest potrzebny, by na spacer pójść./ Tata jest potrzebny, by przytulić mnie./ I bajkę opowiedzieć, gdy oczy klei sen. Bo tata, tata, tata/ potrzebny bardzo jest./ Gdy kiedyś spotkam lwa, to ON uratuje mnie!".
 
Niejednemu tacie zakręciła się łezka, kiedy dzieci mówiły, że na niedobrą kaszę, zepsuty rowerek, dziurkę w rajstopach, deszcz za oknem czy przykry dzień w szkole jest jedno niezawodne lekarstwo - trzeba się po prostu przytulić do taty, a kłopoty znikają w jednej chwili!
 
Na zakończenie spotkania każde dziecko dostało od ks. proboszcza Jerzego Musiałka prezent dla taty - obrazek Miłosiernego Ojca tulącego marnotrawnego syna, a wspólnota Mężczyzn św. Józefa zaprosiła wszystkich do auli Świętej Rodziny. Tutaj na wszystkich czekały napoje i pyszne ciasta. Mężczyźni pokazali także filmik popularyzujący wspólnoty męskie przy katolickich parafiach.
 
- Spotykamy się regularnie w ostatnie wtorki miesiąca w męskim gronie, ale w związku ze świętem taty zaprosiliśmy dziś całe rodziny - mówi Marek Baścik, lider kęckich Mężczyzn św. Józefa. - Im jest nas więcej, tym radośniej i możemy wszyscy dzielić się swoim doświadczeniem.
 
- Są z nami też uczestnicy kursu Alpha, który zakończył się w parafii tydzień temu - opowiada M. Baścik. - Chcemy ich zachęcić, żeby szukali swojego miejsca we wspólnotach parafii. Mężczyzn bardzo serdecznie zapraszamy do nas. Żeby nie być samemu. Dzisiejszy świat to wiele wyzwań dla mężczyzn. Warto mieć obok siebie kolegów, przyjaciół, którzy wesprą i podniosą, kiedy upadniemy; towarzyszy, którzy - jak na polu walki - pójdą ramę w ramię z nami w najtrudniejszych chwilach.
 
Jak zapowiada pan Marek, po wakacjach mężczyźni parafii chcą się spotykać częściej. - Po 1,5 roku istnienia naszej wspólnoty zrodziły się między nami dobre relacje, przyjaźnie, które obejmują nie tylko nasze comiesięczne spotkania w sali. Razem jeździmy na rowerach, chodzimy w góry, zaangażowaliśmy się w klub morsów, byliśmy razem na Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Wszystkich mężczyzn, którzy chcą działać, chcą być w akcji, zapraszamy do nas!
 
bielsko.gosc.pl

Jeden z fiatów 500, oklejonych logo ŚDM będzie jeździł do drogach diecezji bielsko-żywieckiej! Dzisiaj w Bielsku-Białej bp Roman Pindel odebrał kluczyki do samochodu z rąk Czesława Świstaka, prezesa Fiata, i przekazał je wolontariuszom ŚDM. Młodzi od razu ruszyli w miasto!

- Wśród młodzieży to auto cieszy się dużą estymą. To dobrze, że nasza firma kojarzy się z jedną z największych imprez, jaka organizowana jest w Polsce w ostatnich latach. Nie ukrywam, że to też reklama dla nas - mówił Czesław Świstak prezes Grupy Fiat Chrysler Automobile Poland (FCA) przed budynkiem kurii diecezjalnej.
 
 - Mogę od siebie dodać, że to samochód dla młodych ludzi. Też "zdarłem" dwa maluchy kiedyś w młodości - mówił biskup Roman Pindel, odbierając od prezesa Świstaka kluczyki do "pięćsetki", która będzie służyła Diecezjalnemu Centrum Światowych Dni Młodzieży w Bielsku-Białej. - Tak więc młodość rzeczywiście ma wspólne drogi z niedużym, ale i pewnie niezawodnym samochodem.
 
Biskup Pindel bez wahania usiadł za kierownicą, poprawił fotel, sprawdził stacyjkę - i zaprosił na swoje miejsce młodych wolontariuszy! Kluczyki od księdza biskupa odebrała Bożena Hajduk, rzecznik prasowy diecezjalnego centrum. Seria pamiątkowych zdjęć i już młodzi byli gotowi do pierwszej przejażdżki po mieście! Za kierownicą siadła Ania Ficoń, obok niej Krzysztof Micor, z tyłu - Bożena Hajduk i Asia Ryłko. Auto jeszcze pachnie nowością, więc młodzi wsiadali ostrożnie.
 
- Ile osób zmieści się w środku? W maluchu biliśmy rekordy, w tym aucie jeszcze młodzi nie próbowali - śmiał się prezes Świstak.
 
Razem z młodzieżą podczas przekazania samochodu byli jej duszpasterze - ks. Piotr Hoffmann - diecezjalny koordynator ŚDM i ks. Tomasz Gwoździewicz, prezes diecezjalnej Fundacji "Bliżej Młodych".
 
"Pięćsetka", która od dziś będzie jeździć po drogach całej diecezji bielsko-żywieckiej, jest jednym z około stu samochodów użyczonych przez FCA na czas organizacji Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.
 
Jak wyjaśnił Bogusław Cieślar, rzecznik firmy, 75 służy przy organizacji ŚDM w Krakowie, trzy w Katowicach i jeden w Bielsku-Białej. Dodatkowo kilkanaście samochodów od Fiata na czas ŚDM otrzymały agencje prasowe: KAI i PAP.
 
- Ksiądz kardynał Dziwisz dziękował państwu za cały pakiet, samochodów, ja dziękuję za ten jeden, który bardzo się nam przyda - mówił bp Pindel. - Poza przyjęciem określonej grupy pielgrzymów, nasza diecezja podjęła się dość ważnego zadania: rejestracji wszystkich młodych ludzi, którzy przyjadą do byłego niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau. Ten samochód będzie na pewno dobrze służył także w wypełnianiu tego zdania i przemieszczania się między Bielskiem, a Oświęcimiem.
 
- Samochody FCA Poland służyły podczas organizacji pielgrzymek papieskich Jana Pawła II, później papieża Benedykta XVI, jest to więc naturalna kontynuacja naszej współpracy z polskim Kościołem - dodaje B. Cieślar. - Bardzo się cieszymy, że możemy nasze samochody użyczyć do dobrej organizacji tego ważnego wydarzenia.
 
Na razie samochód został wypożyczony młodym diecezji bielsko-żywieckiej na czas ŚDM, ale nie tracą oni nadziei, że samochód już z nimi zostanie, także po krakowskim spotkaniu! Prezes nie wypowiedział zdecydowanego "tak", ale i nie zaprzeczył!
 
Od dziś autko będzie można zobaczyć na drogach całej diecezji bielsko-żywieckiej.
 
- Chcemy, by od dziś auto odwiedziło jak najwięcej parafii diecezji. Pewnie niejeden młody człowiek będzie chciał sobie pamiątkowe zdjęcie z tym wyjątkowym samochodem, więc na pewno będzie ku temu okazja - dodaje ks. Tomasz Gwoździewicz.
 
bielsko.gosc.pl

Częstograj

Polecamy muzykę

Polecane audycje

Katechezy w Bazylice