Wiadomości

Blisko dwa tysiące wiernych modliło się w Rychwałdzie podczas czerwcowego Nabożeństwa Fatimskiego.

Dla cierpiących, którym będzie służyć, zaśpiewali i... zagrali chórzyści z AT-H. W wykonaniu pięknych pieśni wraz solistami-instrumentalistami pomagała im własna gra na napełnionych wodą kieliszkach. Nie była to jedyna niespodzianka tego koncertu. Koncert, nad którego przygotowaniem wraz z Janem Borowskim, dyrygentem chórzystów Akademii Techniczno-Humanistycznej, czuwała redaktor Beata Zamlewska-Pałyga, połączony był ze zbiórka funduszy na wyposażenie stacjonarnego Hospicjum im. Jana Pawła II.

Placówka już wkrótce ruszy w Bielsku-Białej.
 
Jak przypominał prowadzący koncert w Zespole Szkół Muzycznych Andrzej Mróz, wieczór ten był też dedykowany zmarłemu niedawno Adamowi Kołodziejczykowi, który przez lata bezinteresownie i z wielka pasja angażował się w budowę hospicjum.
 
Symbolicznym wyrazem wdzięczności i pamięci były kwiaty dla jego małżonki.
 
- Trwają już ostatnie nasze przygotowania i w najbliższych dniach złożymy komplet dokumentów, potrzebnych do zarejestrowania placówki w rejestrze wojewody śląskiego - wyjaśnia Grażyna Chorąży, prezes Salwatoriańskiego Stowarzyszenia Hospicyjnego, która od początku kieruje działaniami związanymi z budową hospicjum. - Budynki są już gotowe i wyposażone w potrzebne systemy oraz aparaturę czy meble. Teraz trzeba nam jeszcze środków na zakup brakujących, drobniejszych elementów wyposażenia, bez których nie można rozpocząć działalności. Ten moment przewidujemy od 1 października. W ostatnim tygodniu września zaplanowane jest poświęcenie hospicjum...
 
Prezes Chorąży z wdzięcznością przyjęła ofiarność melomanów, którzy chętnie zaopatrywali się w cegiełki na budowę hospicjum. Dzięki koncertowi udało się zebrać kwotę ponad 5 tysięcy złotych.
 
Słuchacze z ciekawością śledzili artystów, zwłaszcza chórzystów wykonujących fragment koncertu przy akompaniamencie własnej gry na kieliszkach wypełnionych wodą.
 
Druga niespodzianka tego wieczoru był wystawiony na licytację niezwykły obraz - dzieło bielskiego filmowca Mariana Cholerka. To jeden z tworzonych przez niego z fragmentów zegarków obraz orła.
 
- Jest to replika orła, jaki znajdował się na sztandarze powstańców styczniowych walczących w bitwie pod kruszyną - wyjaśniał twórca.
 
Dzieło, przekazane wcześniej dla hospicjum, za kwotę 3 tysięcy złotych nabyła bielszczanka Anna Wodziczko, która jako jego właścicielka natychmiast... podarowała je ks. Piotrowi Schorze SDS, członkowi zarządu SSH i znów obraz orła znalazł się w hospicjum.
 
W ten sposób udało się zdobyć łącznie ponad 8 tysięcy złotych!
 
 

Diecezjanie pożegnali peregrynujące od 20 września Znaki Bożego Miłosierdzia.

Kiedy księża biskupi zaprosili przed ołtarz osoby, które przyniosły swoje spisane świadectwa doświadczenia Bożego Miłosierdzia w czasie peregrynacji Znaków Miłosierdzia w diecezji, ich kolejka zdawała się nie mieć końca!

Prawdziwa rzesza diecezjan bielsko-żywieckich żegnała w bielskiej katedrze św. Mikołaja peregrynujące od 20 września 2015 r. pod hasłem "Miłosierni jak Ojciec", Znaki Bożego Miłosierdzia - obraz Jezusa Miłosiernego i relikwie Apostołów Miłosierdzia; św. Faustyny i św. Jana Pawła II.

Wielu przyjechało w swoich strojach regionalnych, z pocztami sztandarowymi. Honorową asystę przy obrazie wystawili bielscy policjanci; ze sztandarem przybyli żołnierze 18. Bielskiego Batalionu Powietrznodesantowego.

Diecezjanom bielsko-żywieckim towarzyszyli ich duszpasterze - księża proboszczowie i wikariusze. Nie zabrakło diakonów i kleryków Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. W pierwszych ławkach zasiedli samorządowcy z prezydentem Bielska-Białej Jackiem Krywultem na czele, a także parlamentarzyści z Podbeskidzia.

Razem ze wszystkimi w ostatnim dniu peregrynacji na Podbeskidziu, obecni byli biskupi bielsko-żywieccy: Roman Pindel. Piotr Greger i Tadeusz Rakoczy, a także bp Jan Zając, honorowy kustosz sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie, który wypożyczył diecezji bielsko-żywieckiej Znaki Miłosierdzia na czas peregrynacji.

Z Łagiewnik przyjechał także kustosz sanktuarium ks. Franciszek Ślusarczyk i siostry Matki Bożej Matki Miłosierdzia. To właśnie siostry rozpoczęły uroczystości pożegnania obrazu i relikwii.

W Godzinie Miłosierdzia, o 15.00, poprowadziły rozważania oraz modlitwę Koronki do Bożego Miłosierdzia. Po modlitwie rozpoczęła się Msza św. koncelebrowana pod przewodnictwem bpa Romana Pindla.

Wiele wzruszeń i radości

Jak mówił biskup, Eucharystia stała się wielkim uwielbieniem i dziękczynieniem Panu Bogu "za miłosierne i łaskawe przejście przez naszą diecezję".

Bp Pindel wspominał czas wędrówki Znaków po diecezji: - Obserwowałem wiele wzruszeń i radości. Podziwiałem niezwykłe zaangażowanie duszpasterzy i wiernych, choćby w wyszukiwaniu dobrego rekolekcjonisty, dogodnego czasu na rekolekcje czy misje. Przyjeżdżając na powitanie obrazu, można było rozpoznać skąd obraz przyjedzie, bo droga była przyozdobiona, można było zobaczyć przy samym powitaniu oznaki szacunku i czci wobec Jezusa. Nieraz były i oklaski; wierni przyklękali wobec przenoszonego obrazu. Widać było także radość wielu kapłanów, że przez pewien czas, kilka dni, mogli się spotykać w ramach dekanatu na modlitwie, a później na kolacji.

Biskup Pindel zaprosił do refleksji nad przeżyciem czasu nawiedzenia Znaków Miłosierdzia, idąc drogą trzech aspektów.

- Pierwszy to jest pytanie o to czy wierzymy w Boże Miłosierdzie, czy uwierzyliśmy bardziej w to, że Bóg jest łaskawy, miłosierny i wierny w tym, co dotyczy naszego życia. Drugie pytanie dotyczy tego, czy nauczyliśmy się głosić Boże Miłosierdzie; czy czynimy to chętniej, bardziej przekonani, wychodząc do naszych znajomych, dzieląc się naszym doświadczeniem i radością z poznania jak miłosierny jest Pan. Trzecie pytanie, to czy to przejście Boga pełnego miłosierdzia, spowodowało to, że jesteśmy bardziej skorzy okazywać miłosierdzie innym.

Łaska Boża się nie kończy

Jak mówił biskup, nierzadkie były sytuacje, kiedy do kościoła po latach przyszedł ktoś, kto tego nie planował, zachęcony przez znajomych, dzięki głoszeniu prawdy o Bożym Miłosierdziu.

Przypomniał, że w tegorocznej, czwartej pieszej pielgrzymce z Hałcnowa do Łagiewnik, wędrowało 2 tys. osób - w pierwszej było ich około 800. - To wymowny znak, że w tej pielgrzymce dokonuje się nie tylko modlitwa, wypraszanie Bożego Miłosierdzia, ale także głoszenie Tego, który jest miłosierny i łaskawy.

Bp Pindel mówił także o tym, że w wielu miejscach peregrynacja zaowocowała dziełami miłosierdzia. Są to i dzieła materialne: nowy konfesjonał, przygotowane lub odnowione kaplice Bożego Miłosierdzia, ale i wspólnoty modlitewne czy nowe dzieła charytatywne ludzi, podejmujących konkretne miłosierdzie wobec innych.

- Żegnamy obraz, ale łaska Boża się nie kończy. Miłosierdzie Boże pozostaje w nas. Bardziej uwierzyliśmy, odważniej głosimy Boże Miłosierdzie. Ufam też, że to Boże Miłosierdzie zostanie w nas, że będziemy bardziej skłonni czynić miłosierdzie. Ufam, że będziemy coraz bardziej zasługiwać na ten tytuł zawarty w haśle peregrynacji: "Miłosierni jak Ojciec - dodał bp Pindel

Pod koniec Mszy św. ksiądz biskup uroczyście, klęcząc przed obrazem Jezusa Miłosiernego, ponowił zawierzenie całej diecezji Bożemu Miłosierdziu, wygłoszone po raz pierwszy w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach, na zakończenie trzeciej pieszej pielgrzymki diecezji.

Dziękując wszystkim za przygotowanie czasu peregrynacji, biskupowi Piotrowi Gregerowi za logistykę przedsięwzięcia i kustoszowi peregrynujących Znaków ks. Romanowi Kanafkowi, bp Pindel szczególnie ciepło dziękował biskupowi seniorowi Tadeuszowi Rakoczemu, który przewodniczył powitaniu Znaków Miłosierdzia w wielu parafiach: - Robił to z prawdziwą radością i wracał nieraz zmęczony, ale bardzo szczęśliwy...

On nas nie opuści

Po Mszy św. mieszkańcy diecezji ustawili się w zdających się nie mieć końca kolejkach i na ręce księży biskupów składali spisane świadectwa działania Bożej łaski w swoim życiu w czasie peregrynacji.

Następnie mężczyźni z parafii katedralnej wzięli na ramiona obraz Jezusa Miłosiernego, a młodzież z duszpasterstwa akademickiego relikwie św. Faustyny i św. Jana Pawła II i wraz z biskupami wyprowadzili je przed katedrę.

Tutaj obraz ostatni raz stanął na przygotowanym postumencie. Stanęli przy nim samorządowcy i parlamentarzyści z prezydentem Bielska-Białej Jackiem Krywultem, a na placu katedralnym zgromadzili się wszyscy uczestnicy Eucharystii z księżmi biskupami.

Prezydent podziękował w imieniu mieszkańców miasta, za czas doświadczenia obecności Jezusa w łagiewnickim obrazie. Po jego przemówieniu na placu rozległy się oklaski. Mówił m.in. - Codzienna doczesność, w której żyjemy niekiedy z mozołem i przesadna troska o dobra materialne, pilnie potrzebuje także miłosierdzia. Bez miłosierdzia nasze życie indywidualne i społeczne ulega znacznemu spłyceniu, staje się powierzchowne i bezduszne. Miłosierna miłość stanowi siłę, która dźwiga każdego człowieka i jest drogą prowadzącą do jego ocalenia.

Jacek Krywult powiedział, iż peregrynacja obrazu powinna w nas pogłębić wyobraźnię miłosierdzia, która pozwala najpierw dostrzegać człowieka doświadczonego przez los, a dopiero w konsekwencji jego dodatkowe potrzeby.

- Obraz Jezusa wkrótce nas opuści, ale On sam nigdy - mówił Jacek Krywult. - Jezus miłosierny, Zmartwychwstały Pan życia i śmierci, mówi do każdego z nas: "Przestań się lękać, ja jestem z Tobą!". Życzę wszystkim, by wydarzenie niezwykłej peregrynacji Znaków Miłosierdzia, wzmocnione doświadczeniem bliskości Maryi Matki Miłosierdzia oraz świętych Apostołów Miłosierdzia: siostry Faustyny i Jana Pawła II, pozostawiło w naszym życiu trwałe oraz obfite duchowe i zewnętrzne owoce.

I przyszła chwila rozstania - bielska młodzież przyniosła relikwie Apostołów Miłosierdzia do samochodu-kaplicy, zaś asysta łagiewnicka przejęła obraz. Wielu obecnych ze wzruszeniem patrzyło jak widoczny przez szybę obraz oddala się powoli pod eskortą policji.

Do września peregrynujące Znaki Miłosierdzia będą w Łagiewnikach - m.in. także podczas lipcowych Światowych Dni Młodzieży. Potem najprawdopodobniej pojadą peregrynować do Norwegii.

Bp Piotr Greger pobłogosławił nową chrzcielnicę w wielowiekowym kościele św. Jakuba.
- Ona będzie nam zawsze przypominała, ze jesteśmy dziećmi Boga, kontynuujemy wiarę naszych przodków i chcielibyśmy, żeby jak najwięcej dzieci rodziło się w naszej parafii, by jak najwięcej dzieci było tutaj ochrzczonych - mówi ks. Krzysztof Moskal, simoradzki proboszcz.

Rok Jubileuszu dziękczynienia za 1050 lat Chrztu Polski, a także Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, stał się dla ks. proboszcza Krzysztofa Moskala i jego parafian okazją do wyposażenia simoradzkiego kościoła parafialnego w nową, kamienną chrzcielnicę.
 
Zaprojektował ją parafianin Tadeusz Niewdana, a wykonał rzeźbiarz Szymon Kasza ze Strumienia. Autorem metalowych herbów, umocowanych na chrzcielnicy jest Jan Bożek.
 
W niedzielę 19 czerwca pobłogosławił ją bp Piotr Greger, który wraz z ks. Krzysztofem Moskalem i ks. kapelanem Sławomirem Zawadą sprawował uroczystą Mszę Świętą.
 
Jak zapisał na początku XX wieku ks. Józef Londzin, w simoradzkim kościele św. Jakuba, którego historia sięga XV stulecia, stała niegdyś stara chrzcielnica, która uległa zniszczeniu. W zastępstwie korzystano z małej metalowej chrzcielnicy, umieszczonej pod amboną. Od 1 maja mieszkańcy Simoradza mają nowe źródło życia chrześcijańskiego.
 
Nowa chrzcielnica została wykonana na planie ośmiokąta, co stanowi nawiązanie do tradycji pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy w ten sposób budowano baptysteria - miejsca chrztu.
 
Wśród uczestników uroczystości byli przedstawiciele władz samorządowych - m.in. burmistrz Skoczowa Mirosław Sitko i sołtys Iskrzyczyna Józef Śniegoń, a także wykonawcy chrzcielnicy.
 
Początek życia chrześcijańskiego
 
- Chrzcielnica ma wielkie znaczenie dla duchowego życia wspólnoty chrześcijańskiej - podkreślił ks. Moskal rozpoczynając uroczystość. - Przy niej dokonuje się sprawowanie sakramentu Chrztu Świętego, który jest początkiem całego życia chrześcijańskiego. To właśnie przy chrzcielnicy otrzymujemy godność dziecka Bożego; zostajemy zjednoczeni w jedno z Chrystusem; namaszczeni Duchem Świętym - stajemy się świątynią Bogu poświęconą oraz członkami Kościoła świętego, narodem świętym, ludem Bożym.
 
Witając parafian, ks Moskal zwrócił się do nich: - Przyszliście się modlić tu, przy tej chrzcielnicy, przy której sakramentu będą dostępować wasze wnuki i dzieci. I o to chcemy się modlić, aby rosła liczba wyznawców chrześcijan, którzy tutaj będą dostępować łaski miłosierdzia. Chcemy się modlić o wierność zobowiązaniom chrzcielnym dla nas już ochrzczonych tutaj, w Simoradzu, ale również dla wszystkich rodaków w całej naszej Ojczyźnie.
 
Mamy swoją niepowtarzalną godność
 
- Dzisiejsza uroczystość wpisuje się także w obchody trwającego Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, ponieważ sakrament Chrztu Świętego jest wyrazem miłosierdzia Bożego - mówił w homilii bp Piotr Greger. - To wtedy poprzez otrzymanie łaski Bożej pozbyliśmy się raz na zawsze grzechu pierworodnego, z którym przyszliśmy na ten świat. W miejsce grzechu pojawiło się Boże życie, które uczyniło z naszych serc świątynię Bożej obecności.
 
Jak podkreślił biskup: - Jesteśmy ludźmi ochrzczonymi, to znaczy, mamy swoją niepowtarzalną godność, której nikt nam nie może odebrać. Możemy ją jednak - nie daj Boże - zlekceważyć i sponiewierać. Być człowiekiem ochrzczonym to z jednej strony ogromne dowartościowane człowieka przez Pana Boga, który nam niesamowicie zaufał. To jego uniżenie się nad człowiekiem jest posunięte aż do możliwości profanacji tego, co w nas stanowi świątynię Jego obecności. Zaś z drugiej strony, być człowiekiem ochrzczonym to znaczy mieć poczucie ogromnej odpowiedzialności za siebie i własne życie przeżywane w optyce wiary.
 
Bp Greger zachęcił wszystkich, by w roku dziękczynienia za chrzest naszej Ojczyzny przypomnieć sobie miejsce, datę własnego chrztu, a także, nazwisko szafarza i rodziców chrzestnych.
 
- Niech to będzie okazja do uwielbienia Boga za to, że jesteśmy dziećmi Bożymi. To czas modlitwy dziękczynienia za to, że sakrament chrztu stał się dla nas początkiem kroczenia dojrzewania na drodze wiary we wspólnocie Kościoła.
 
bielsko.gosc.pl

- Macie nasz puchar! - zawołali mali ministranci podskakując przy uradowanych lektorach i domagając się zwrotu swojej nagrody. Starsi koledzy spojrzeli na swój puchar, przeczytali umieszczoną na nim tabliczkę i… wyrozumiale oddali chłopcom ich własność!

Do humorystycznej pomyłki pucharowej doszło w czasie turnieju piłki nożnej o puchar dziekana starobielskiego, jaki drużyny ministrantów i lektorów dekanatu rozegrały w hali sportowej przy ul. Filarowej w Bielsku-Białej.
 
Ks. dziekan Stanisław Wawrzyńczyk ufundował puchary dla drużyn, które zajęły pierwsze i drugie miejsca w obu kategoriach wiekowych. Były identyczne - stąd pomyłka przy ich wręczaniu.
 
- Po raz drugi spotkaliśmy się na rozgrywkach piłkarskich w dekanacie - mówi ks. Grzegorz Pal, główny organizator sportowych rozgrywek, wikariusz w parafii św. Stanisława w Starym Bielsku. - Pomysł zrodził się w ubiegłym roku wśród duszpasterzy służby liturgicznej. Zagraliśmy wówczas o puchar św. Stanisława. W tym roku w organizację turnieju zaangażował się bardzo ksiądz dziekan i ufundował puchary i nagrody dla chłopców. Postanowiliśmy też nagrodzić najlepszych strzelców w obu grupach.
 
W tym roku szkolnym chłopcy spotkali się na trzech turniejach: jesiennym, zimowym i finałowym - letnim. Wzięło w nim udział pięć drużyn ministranckich: z parafii św. Maksymiliana w Aleksandrowicach, Jezusa Chrystusa Odkupiciela Człowieka na Osiedlu Karpackim, św. Pawła na Osiedlu Polskich Skrzydeł, św. Stanisława w Starym Bielsku i św. Franciszka w Wapienicy. W grupie lektorów zagrali piłkarze z Osiedla Karpackiego, Starego Bielska i Alekandrowic.
 
Na turniejach z ogromnym zaangażowaniem i z wielkimi emocjami kibicowali im księża opiekunowie, trenerzy i rodzice. O zabezpieczenie medyczne zadbali starobielscy strażacy ochotnicy.
 
- Wiem, że wielu chłopców spotyka się regularnie, trenują, chcą mieć wyniki. Swoje robią też sukcesy polskich piłkarzy na europejskich boiskach. Coraz więcej chłopców zakłada koszulki z nazwiskami polskich piłkarzy, chcą być coraz lepsi - dodaje ks. Pal.
 
- Jeśli komuś należą się oklaski to tym wszystkim, którzy ten turniej dla was zorganizowali, opiekunom i rodzicom - mówił ks. Wawrzyńczyk przywitany gromkimi brawami. - Życzę wam, żeby każde poruszanie się było waszą radością. Nie wszyscy muszą od razu robić karierę Lewandowskiego, ale... myślę, że wielu z was nosi w sobie Messiego - uśmiechał się ks. dziekan.
 
W turnieju ministrantów medalowe pozycje zajęli:
 
1. Osiedle Karpackie,
 
2. Wapienica,
 
3. Aleksandrowice.
 
Najlepszym strzelcem był Maksymilian Czauderna z Osiedla Polskich Skrzydeł
 
W grupie lektorów zagrały dwie drużyny.
 
1. Stare Bielsko,
 
2. Osiedle Karpackie.
 
Najlepszym strzelcem w tej kategorii okazał się Michał Wieczorek ze Starego Bielska.
 
Spotkania sędziował Bogusław Puchalik. Wszyscy chłopcy dostali pamiątkowe dyplomy i słodkie upominki.
 
bielsko.gosc.pl

Częstograj

Polecamy muzykę

Polecane audycje

Katechezy w Bazylice