Słynne, najpiękniejsze koronki i ich koniakowskie twórczynie, zobaczą wkrótce telewidzowie w wielu krajach całego świata.

Program prezentujący, jak powstają tradycyjne koniakowskie koronki, zrealizował kanał telewizyjny Discovery. Ekipa odwiedziła mistrzynie szydełka w beskidzkiej Trójwsi i pokazała je przy pracy. Efekt nagrań będzie można zobaczyć w popularnym programie "Jak to jest zrobione" - "How do they do it?". Program przybliży kolejne etapy powstawania serwety z tradycyjnej koronki koniakowskiej.

Zobacz galerię zdjeć TUTAJ.

Ekipa telewizyjna gościła w domu koronczarki Marii Wojtas, gdzie kilka pań dało popis heklowania, które rozwija się tu od ponad stu lat, a niedawno zostało wpisane na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Przy okazji twórczynie koronek dały także pokaz pięknych regionalnych strojów, w które się ubrały.

Wcześniej filmowcy pojawili się w miejscach, w których można zobaczyć gotowe koronki, m.in. w ośrodku kultury w Istebnej, gdzie eksponowana jest ogromna serweta, a także na wystawach twórczości ludowej. Widzowie zobaczą, co można zrobić z koronki, choćby różnego rodzaju pamiątki czy elementy odzieży. Koronki w przeszłości często stawały się podarunkiem. Otrzymali je m.in. papież Jan Paweł II oraz królowa angielska Elżbieta II.

W 2013 r. pięć mieszkanek Koniakowa stworzyło największą koronkę na świecie. Serweta ma 5 metrów średnicy, waży 5 kilogramów i do jej wykonania potrzebnych było 50 kilometrów nici. Autorką wzoru tego ogromnego, złożonego z 8 tysięcy koronkowych elementów dzieła, jest Marta Haratyk. Wraz z nią nad koronką-rekordzistką w ciągu czterech miesięcy pracowały: Danuta Krasowska, Renata Krasowska, Mariola Legierska i Urszula Rybka.

Misterne wzory koniakowskich szydełkowych arcydzieł to unikatowy skarb kultury w beskidzkiej Trójwsi. Są tu prawdziwe mistrzynie heklowania - wśród nich autorki największej koronki świata - są i twórczynie kontrowersyjnych stringów. Jest też Beata Legierska, która jako pierwsza z koronką z Koniakowa wchodzi do świata sztuki.

Od pokoleń tajniki tego wyjątkowego kunsztu i niezliczonych wzorów koronczarki z Koniakowa przekazują sobie, jak najcenniejsze dziedzictwo rodzinnego domu: z matki na córkę, z rąk do rąk. Warsztat koniakowskich koronczarek to całe bogactwo słupków, oczek, warkoczyków, a z nich masa motywów zdobniczych i niepowtarzalnych wzorów, dla których inspiracją był najczęściej świat otaczającej przyrody, a powstawały z nich najcenniejsze czepce dla mężatek, kołnierzyki, rękawiczki, bluzki, serwetki, bieżniki. Liczyła się staranność wykonania, matematyczna precyzja zastosowanych wzorów i wierność tradycji.

Tak swoją koronkową twórczość rozumie wciąż Marta Legierska, koronkarka po osiemdziesiątce, która szydełkowania uczyła się od mamy Jadwigi, laureatki nagrody im. Oskara Kolberga. Dopiero kiedy należycie opanowała podstawowe motywy zdobnicze, mogła próbować tworzyć własne koronki, sięgać po ulubione kwiatki, talarki, młynki - i tworzyć własne nazwy dla nowych kompozycji. Żeby powstały, trzeba w skupieniu przez długie godziny liczyć słupki, oczka, warkoczyki, przekładać nitkę do przodu, do tyłu, zaginać... - Posiadła wielkie bogactwo wzorów i motywów. Potrafi je wspaniale wykonać i jest prawdziwą skarbnicą znajomości tradycji koronki - uważa Małgorzata Kiereś, etnograf.

O połowę młodsza od pani Marty Beata Legierska też uczyła się od mamy. Z szerokim uśmiechem wspomina swoje początki. Uśmiech bierze się stąd, że jako dziecko wcale się specjalnie do szydełka nie garnęła. A mama naukę zaczęła bez pytania, czy tego chce. - Dziewczyna z Koniakowa przecież musiała i już! Pierwszy krok to elementarna umiejętność: łańcuszek. Zrobiłam taki na sześć metrów i pomyślałam, że teraz już będę mieć spokój, a jak dorosnę to nigdy nie będę heklować. A mama tylko pokręciła głową: - Taki nierówny? Pruj i zrób na nowo! - wspomina początki. Dziś tajniki szydełkowania przekazuje córce Karolinie.

Przy całkowitej wierności tradycji, konsekwentnej inspiracji czerpanej z otaczającej przyrody, pani Beata tworzy jednak dzieła oryginalne, które niczego nie powielają. - Opieram się na starych wzorach, ale tworzę też nowe motywy i poszukuję wciąż nowej formy. Nie lubię powtarzania i staram się, żeby za każdym razem była nowa. Szukam jej w świecie - przyznaje artystka. Wciąż tworzy nowe wzory.

Nowością są u niej koronki po raz pierwszy sygnowane jako dzieła autorskie, podpisane, a nawet opatrzone tytułami. Koronki: "Jestem", "Myślę", "Więc", "Pory roku", "Kasjopeja", "Wiosenność", "Babie lato", "Kuszenie" - nie są już tylko zachwycającymi oko kompozycjami, ale trafiły do galerii i stały się, jak obrazy tworzone innymi technikami artystycznymi, formą wyrażenia stanów duszy.

bielsko.gosc.pl

Częstograj

Polecamy muzykę

Katechezy w Bazylice

Rozmowy poświęcone